News

Moje pierwsze wrażenia z USA: nie mogłem uwierzyć, co zobaczyłem!

Autor Bartosz Antoniak
Bartosz Antoniak02.12.20239 min.
Moje pierwsze wrażenia z USA: nie mogłem uwierzyć, co zobaczyłem!

Podróż do USA to dla wielu Polaków spełnienie marzeń i okazja do zetknięcia się z dobrze znaną z filmów i seriali amerykańską kulturą. Jednak rzeczywistość potrafi zaskoczyć i nie wszystko jest takie, jak je sobie wyobrażaliśmy. W tekście dzielę się moimi osobistymi wrażeniami z pobytu w Stanach, które momentami wprawiały mnie w osłupienie i niedowierzanie.

Kluczowe wnioski:
  • Krajobrazy stanu Waszyngton zrobiły na mnie ogromne, pozytywne wrażenie pięknem i różnorodnością.
  • Wbrew stereotypom, w centrum Seattle jest zaskakująco mało popularnych sieci fast food.
  • Flagi społeczności LGBT+ widać w mieście na każdym kroku, nawet w biurach firm.
  • Ulice wielkich amerykańskich metropolii zdominowane są przez pick-upy, które w Europie kojarzą się raczej z terenami wiejskimi.
  • Kampus uniwersytetu w Seattle to kwintesencja amerykańskiego, akademickiego klimatu z filmów.

Niesamowite krajobrazy stanu Waszyngton

Odwiedzając USA, wielu turystów kieruje się od razu do najbardziej znanych atrakcji turystycznych, takich jak Floryda, Kalifornia czy Kolorado. Tymczasem ja zdecydowałem się pojechać do stanu Waszyngton, który nie cieszy się aż taką popularnością wśród Europejczyków.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Krajobrazy, które tam zastałem, zwaliły mnie z nóg. Góry, lasy, malownicze zatoki i wybrzeża oceanu - wszystko razem tworzyło magiczny, wręcz bajkowy pejzaż. Do tego ogrom bogactwo szlaków turystycznych i parków narodowych. Gdyby eksplorować wszystkie atrakcje tego stanu, zajęłoby to co najmniej kilka lat!

Zrozumiałem też, dlaczego akurat to miejsce stało się kolebką takiego giganta technologicznego jak Microsoft. Z okien biurowców w Seattle rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na szczyt Mount Rainier. Trudno o lepszą scenerię do kreatywnej pracy.

Nie sposób opisać wszystkich pięknych miejsc, ale szczególnie utkwiły mi w pamięci Park Narodowy North Cascades z malowniczymi jeziorami alpejskimi i szmaragdowy Park Narodowy Olympic ze starożytnymi lasami deszczowymi wpisanymi na listę UNESCO.

Aż trudno uwierzyć w taką bajeczną scenerię

Gdy tylko wysiadłem z samolotu w Seattle, poczułem zachwyt na widok otaczającego mnie krajobrazu. Było coś magicznego w tych górach wznoszących się nad miastem i zatoką wypełnioną łodziami.

Po kilku dniach spędzonych na zwiedzaniu okolicy musiałem jednak zweryfikować swoje początkowe wrażenia. Okazało się bowiem, że to, co zobaczyłem na początku, to był dopiero przedsmak tego, co kryje stan Waszyngton.

Im dalej zapuszczałem się w głąb lądu, tym krajobrazy stawały się jeszcze bardziej spektakularne. Słowa "nieziemskie" czy "bajeczne" wydawały się niewystarczające, by oddać piękno tych miejsc. Po prostu trzeba tam pojechać samemu i zobaczyć, żeby uwierzyć.

Zaskakująco mało fast foodów w centrum Seattle

Przez lata wykształcił się w nas pewien stereotyp na temat amerykańskiego stylu życia. Myślimy o Amerykanach jako o narodzie obżartuchów, objadających się na potęgę fast foodami typu McDonald's czy Burger King. Nic więc dziwnego, że jednym z moich pierwszych odruchów po przyjeździe do Seattle było... poszukanie najbliższego McDonald's!

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że takich punktów gastronomicznych w mieście jest jak na lekarstwo. W centrum znalazłem tylko jeden McDonald's, który ku mojemu rozczarowaniu był nieczynny. Innych popularnych sieciówek też prawie nie dostrzegłem.

W polskich miastach jest nieporównywalnie więcej lokali typu fast food niż w centrum nowoczesnej, amerykańskiej metropolii.

Skąd więc wziął się ten stereotyp? Być może kiedyś Amerykanie faktycznie objadali się głównie cheeseburgerami i frytkami. Ale dzisiaj widać wyraźną zmianę trendów i modę na zdrowe odżywianie. W zamian pojawiło się mnóstwo małych, niezależnych restauracji i kawiarni serwujących dania o wiele smaczniejsze i bardziej wartościowe niż fast foody.

Kultowa sieć Starbucks wszędzie dookoła

Jedyną siecią gastronomiczną, której lokale rzeczywiście można spotkać w Seattle na każdym rogu, jest Starbucks. Nic dziwnego - firma powstała właśnie w tym mieście zaledwie kilka dekad temu. Dziś kawiarnie w zielono-białej szacie z logo syrenki podbiły cały świat.

W Seattle znajdziemyStarbucksa dosłownie wszędzie. Niektóre są malutkie, bez miejsc siedzących, nastawione tylko na sprzedaż kawy na wynos. Inne zaś mają nawet koncept "drive thru", gdzie kierowcy mogą podjechać autem i zamówić napój nie wysiadając z samochodu.

Co ciekawe, mimo tak silnej dominacji Starbucks nie wyczułem w Seattle monopolu ani braku konkurencji na rynku. Obok gwiazdy jest mnóstwo mniejszych, niezależnych kawiarni, które też mają się dobrze i przyciągają własną klientelę.

Czytaj więcej: Niespodziewana suma emerytury KE Donalda Tuska - najnowsze oświadczenie majątkowe

Nieporównywalnie więcej symboli LGBT+ niż w Europie

Mieszkając w Polsce, rzadko kiedy mamy okazję zetknąć się z tak widocznymi oznakami wsparcia dla społeczności LGBT+, jak tęczowe flagi czy emblematy. Trochę inaczej jest w liberalnych stolicach Europy Zachodniej, ale i tak wrażenie robi to, w jakim stopniu symbole te są obecne w przestrzeni publicznej Seattle.

Praktycznie w każdym miejscu, do którego wszedłem - w sklepach, hotelach, restauracjach - wisiała flaga ruchu LGBT lub przynajmniej tęczowa naklejka przy wejściu. Niektórzy ludzie nosili naszywki lub elementy ubrań w tęczowych barwach. A nawet w biurowcach firmy wieszały takie flagi przy swoich boksach!

Berlin 5
Warszawa 2
Seattle 8

Gdybym miał ocenić na 10-stopniowej skali widoczność symboli LGBT+ w przestrzeni miejskiej, Warszawie dałbym 2, Berlinowi 5, a Seattle bez wątpienia 8. To miasto może śmiało konkurować o miano jednej ze światowych stolic ruchów LGBT+, obok Amsterdamu czy San Francisco.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że Seattle należy do najbardziej liberalnych i lewicowych miast USA. Inne metropolie na wschodnim lub południowym wybrzeżu z pewnością prezentują bardziej konserwatywny charakter. Ale na Zachodnim Wybrzeżu równość i tolerancja kwitną.

Wielkie pick-upy w centrum metropolii

Moje pierwsze wrażenia z USA: nie mogłem uwierzyć, co zobaczyłem!

Jednym z symboli amerykańskiego stylu życia są ogromne, wielotonowe pick-upy, które w Europie kojarzą się głównie z pojazdami wykorzystywanymi w celach rolniczych lub budowlanych. W Stanach takim wielkim SUV-em jeździ natomiast niemal każdy zamożniejszy obywatel.

Mimo że o tym wiedziałem, spodziewałem się raczej spotkać te kolosy drogowe poza dużymi miastami - w małych miejscowościach i na przedmieściach. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że centrum nowoczesnego, kosmopolitycznego Seattle wręcz roi się od pick-upów!

Na ulicach widać całą gamę modeli - od klasycznych Fordów F-150 po luksusowe dodatki typu Cadillac Escalade czy Lincoln Navigator. Czasem mam wrażenie, że w tych autach jest więcej metalu niż w europejskich czołgach!

Nie ukrywam, że osobiście wolę kompaktowe, zwrotne samochody miejskie niż te amerykańskie potwory. Ale trzeba przyznać, że pick-upy dodają kolorytu i egzotyki ulicom Seattle.

Brak luksusowych aut z Europy

Patrząc na pojazdy jeżdżące po Seattle, można odnieść wrażenie, że Amerykanie konsekwentnie ignorują europejskie, luksusowe marki. Prawie w ogóle nie dostrzegłem na ulicach samochodów Ferrari, Lamborghini, Rolls-Royce'a czy Bentleya.

Zamożni mieszkańcy Seattle wyraźnie preferują wielkie SUV-y amerykańskich producentów oraz limuzyny marek premium z Niemiec - głównie Audi, BMW i Mercedesa. Być może dla przeciętnego Europejczyka te ostatnie nie są aż tak luksusowe, ale w Stanach cieszą się ogromnym prestiżem.

Transport publiczny tania i sprawny

Często słyszałem opinie, że po amerykańskich miastach praktycznie nie da się poruszać bez samochodu. Komunikacja publiczna rzekomo miała tam nie istnieć lub działać fatalnie. Tymczasem moje wrażenia z Seattle udowadniają, że to mit.

W mieście bez problemu dojedziemy autobusem, tramwajem, metro czy nawet oryginalną jednotorową kolejką typu monorail. Co prawda te różne środki transportu nie tworzą spójnej sieci - łączą odległe dzielnice podobnie jak wyspy. Ale za to bilety kosztują tu ułamek tego, co w Polsce, a pojazdy są nowoczesne, klimatyzowane i bardzo czyste.

Miałem okazję podróżować komunikacją miejską w wielu amerykańskich i europejskich miastach. Porównując ze sobą te doświadczenia, uważam, że to Amerykanie mają sporo do nadrobienia jeśli chodzi o integrację systemu transportowego.

Ale jeśli za miarę efektywności komunikacji uznać niskie koszty biletów, wysoką dostępność połączeń i komfort podróży, to USA wcale nie wypada tutaj tak źle, jak mogłoby się wydawać.

Podsumowanie

Przyjazd do USA i pobyt w Seattle na długo pozostanie w mojej pamięci jako wyjątkowe przeżycie, które weryfikuje stereotypy na temat Ameryki. Mnóstwo rzeczy zaskoczyło mnie pozytywnie, począwszy od niesamowitych krajobrazów stanu Waszyngton, poprzez gościnność i otwartość ludzi, aż po nowoczesną infrastrukturę miasta.

Spodziewałem się zobaczyć wszechobecne fast foody, tymczasem centrum Seattle zdominowane jest przez niezależne, tętniące życiem knajpki i kawiarnie. Rzekomy brak komunikacji miejskiej okazał się mitem, podobnie jak powszechne używanie samochodów typu pick-up wyłącznie na prowincji. Koloryt dodają za to flagi społeczności LGBT+, spotykane w Seattle częściej niż symbole narodowe.

Zupełnie jakby amerykańskie metropole, przynajmniej te na zachodnim wybrzeżu, z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do nowoczesnych miast Europy. Choć oczywiście wciąż mają swój unikalny, nieco egzotyczny dla nas charakter. I to właśnie różnorodność stanowi największą siłę USA.

Mam nadzieję, że kiedyś znów będę miał okazję zanurzyć się w tym szalonym miksie nowoczesności i tradycji, natury i urbanizacji, konserwatyzmu i liberalizmu. Bo choć czasem trudno w to uwierzyć, ten kraj ma wciąż wiele do zaoferowania zarówno swoim mieszkańcom, jak i turystom.

Oceń artykuł

rating-outline
rating-outline
rating-outline
rating-outline
rating-outline
Ocena: 0.00 Liczba głosów: 0

5 Podobnych Artykułów:

  1. Studia już nie są potrzebne? Czy to prawda?
  2. Polskie miasta gotowe na KPO i konkretne inwestycje
  3. Niespodziewany obrót na konferencji Glapińskiego – ogromna zmiana na horyzoncie
  4. Gdzie w Sejmie zdeponować broń palną według Brauna
  5. Opłaty i długość trasy z Wrocławia do Krakowa. Ile kosztuje przejazd autostradą?
Autor Bartosz Antoniak
Bartosz Antoniak

Jestem redaktorem bloga SEPA Polska. Na łamach naszego bloga staram się przybliżyć czytelnikom ideę jednolitego obszaru płatności w euro (SEPA), z której korzystają setki milionów obywateli i przedsiębiorstw w Europie. Dzielę się moją wiedzą na temat funkcjonowania systemu SEPA, wyjaśniam korzyści płynące z ujednolicenia standardów, procedur i infrastruktury płatniczej. Omawiam praktyczne aspekty dokonywania szybkich przelewów SEPA oraz rozliczania transakcji w euro. Zapraszam do lektury moich artykułów, w których w przystępny sposób wyjaśniam zawiłości systemu płatności SEPA. Liczę, że dzięki mojemu blogowi coraz więcej osób w Polsce pozna i doceni udogodnienia, jakie niesie ze sobą uczestnictwo w SEPA.

Udostępnij post

Napisz komentarz

Polecane artykuły

Tajemnica walut w Polsce ujawniona?
NewsTajemnica walut w Polsce ujawniona?

Walut nigdy więcej źle nie wymienisz! Poznaj prawdę na temat oszukańczych praktyk kantorów, naucz się właściwie przeliczać kursy i zabezpiecz się przed oszustwami. Przestrogi ekspertów dla bezpiecznej wymiany walut.